Zapomniane ptaki bojowe

Nowa książka zatytułowana The Airplane Graveyard podekscytowała nas wszystkich w biurze DIVER, więc oto dwa fragmenty, które dadzą wam przedsmak bardzo niezwykłego nurkowania na Kwajalein. BRANDI MUELLER, która napisała tę książkę wraz z historykiem Alanem Axelrodem, opowiada tę historię.

Przeczytaj także: Ekspansja fotograficzna na Diving Talks

NURKOWANIE WRAKÓW

CO za dziwna rzecz, widząc samoloty pod wodą. Można się spodziewać, że pewnego dnia statki znajdą się pod wodą. Rzuć wyzwanie naturze, pływając po morzu, a istnieje ryzyko, że zostaniesz połknięty. Ale samoloty powinny znajdować się w powietrzu.

To prawda, że ​​to, co leci w górę, musi ponownie spaść na Ziemię, a 71% planety pokrywa woda. To, że niektóre samoloty znajdą się pod powierzchnią morza, jest nieuniknione. Jednak widok zanurzonego samolotu, zatrzymanego w porę, wydaje mi się niemal mistyczny.

Innymi słowy, Cmentarz Samolotów na Atolu Kwajalein jest oszałamiający dla płetwonurka.

Rankiem, jak wiele innych na Roi-Namur – w skrócie Roi – wraz z kilkoma moimi towarzyszami nurkowania wypływamy wynajętą ​​łodzią do laguny. Z naszych kwater po jednej stronie wyspy pojechaliśmy rowerami do przystani, ciągnąc za sobą małe przyczepy wypełnione sprzętem do nurkowania, aparatami fotograficznymi, wodą, przekąskami i dużą ilością kremów z filtrem przeciwsłonecznym. Nie ma wiatru, a słońce jest już nieubłagane. Tropikalny upał i wilgoć panują na Kwaju właściwie przez cały rok, ale jest lato, cisza i wiatr to rzadkość.

Słynne pasaty tej części świata są stworzeniami zimowych miesięcy i są mile widziane – choć utrudniają pedałowanie na rowerze i potrafią wytworzyć fale uniemożliwiające nurkowanie. Dlatego dzisiaj staramy się nie narzekać na upał. Tak czy inaczej, wkrótce będziemy pod wodą.

Załadowujemy na łódź sprzęt do nurkowania i ratunkowy: GPS, radio morskie, kamizelki ratunkowe, apteczkę, gaśnicę i parę wioseł.

Płyniemy załadowaną łodzią do małego doku po drugiej stronie portu i ładujemy butle do nurkowania.

Jeśli myślisz, że poważni (jak żywi) nurkowie są szczęśliwi i nie ma w tym nic złego, zrewidowałbyś swoje myślenie, gdybyś zobaczył, jak wszystko dokładnie sprawdzamy przed wyruszeniem na nurkowanie. Teraz każdy z nas chce uniknąć wstydu.

Zapomnij o maska, a nie tylko ominie Cię nurkowanie, ale będziesz znosić żarty na swój koszt, które nie skończą się, dopóki ktoś inny nie zrobi czegoś godnego nowych żartów. Jednak sprawdzanie i sprawdzanie powtórnie jest częścią świadomości, że życie pod wodą zależy od Twojego sprzętu i Twojej czujności.

Wiatr poruszany przez pędzącą łódź jest świetny. Po około 20 minutach zwalniam w miarę zbliżania się do miejsca nurkowego. Kiedy już przekroczymy punkt wskazany na GPS-ie, zarzucamy kotwicę. Po zabezpieczeniu rzucamy kolejną, którą ustawimy, gdy znajdziemy się pod wodą, aby mieć pewność, że łódź nie odpłynie i nie osiądzie na pobliskiej rafie, gdy będziemy na dole.

Włącz bieg, siedzę na brzegu łodzi. Jedną ręką trzymam swoją regulator w moich ustach i moich maska w miejscu. Dla ochrony drugą rękę chowam za głową. Jeszcze raz oglądam się za siebie, żeby upewnić się, że z tyłu jest czysto, po czym wycofuję się z sześcioosobowej łodzi do laguny ciepłej od kąpieli.

Temperatura stanowi jedynie niewielką ulgę od nieznośnie gorącego powietrza równikowego. Nasze kolejne pluski powodują falowanie nieruchomej wody. Kiedy już wszyscy dadzą sygnał OK, zaczynamy wspólne zejście, wypuszczając powietrze z naszych kamizelek, aby powoli zanurzyć się w błękicie.

Czysta woda jest oświetlana przez słońce, nawet gdy docieramy do 30 m. Skanuję obszar w poszukiwaniu cienia – czegokolwiek innego niż niebieski.

Kiedy zbliżamy się do piasku, dostrzegam w oddali cień, którego szukam. Wskazując, zwracam się do kolegów, którzy również wskazują. Oni też to zauważyli.

Schodzimy głębiej i w stronę cienia, który stopniowo przybiera kształt pochylonego samolotu. Wygląda, jakby rozbił się prosto w górę i w dół na dno oceanu, ze śrubą wbitą w piasek.

Wygląda na to, że do „wypadku” mogło dojść wczoraj. Samolot jest w fantastycznym stanie – w bardzo dobrym stanie.

Dlaczego? Ponieważ się nie rozbił – nie wczoraj i nie jakieś siedemdziesiąt lat temu. Został wyrzucony z barki.

0319 samolot korsarz pstra
Lionfish na Corsairze.

Dziś nurkujemy na jednym z najpopularniejszych samolotów na Cmentarzu Samolotów, Vought F4U Corsair. W trakcie jego produkcji, która rozpoczęła się od prototypów w 1940 r. i zakończyła w 1953 r., kiedy dostarczono Francuzom ostateczne modele, wyprodukowano 12,571 4 egzemplarzy FXNUMXU. Jednak to jedyny Corsair na cmentarzu.

Na szczęście, bo wylądował nosem w miękkim piasku (patrz zdjęcie główne, góra) i w miejscu, gdzie jak okiem sięgnąć jest tylko czysta woda i czysty piasek, jest to jeden z najbardziej fotogenicznych płaszczyzn.

Podchodzimy bliżej. Patrząc od ogona, widzimy, że skrzydła są lekko wygięte i zakrzywione do góry.

To nie jest uszkodzenie. F4U skrzydło to delikatnie odwrócona „mewa-skrzydło”, co pozwoliło inżynierom zaprojektować krótkie podwozie, wystarczająco mocne, aby wytrzymać wielokrotne lądowania twardych naleśników na ograniczonej przestrzeni lotniskowca.

Kształt mewy umożliwił również łatwiejsze złożenie skrzydeł. Nawet podczas II wojny światowej lotniskowce były dużymi statkami, ale mimo to przestrzeń była na wagę złota. Składane skrzydła były niezbędne do wydajnego przechowywania samolotów, czy to na pokładzie, czy na pokładzie hangaru poniżej.

Po około 70 latach spędzonych w słonej wodzie ten Corsair doznał zdumiewająco niewielkiej erozji aluminium, choć jego część jest pokryta przypominającą porost gąbką, żółtą lub czerwoną, gdziekolwiek spojrzysz na niego światłem.

Dziwne, że zapasowe śmigło znajduje się w kokpicie, gdzie powinien znajdować się pilot. Jest to wspólna cecha wielu samolotów na cmentarzu. Prawdopodobnie z wielu samolotów zdjęto rekwizyty, aby ułatwić ich załadunek na ostatnią podróż na barkę pogrzebową.

Podpora tego samolotu nie została jednak usunięta. Jest częściowo zakopany w piasku. Ta, którą nosi w kokpicie, należy do innego samolotu lub była częścią zamienną uznaną w październiku 1945 roku za śmieci.

Kokpit i okolice zapasowego śmigła pokryte są szkolnymi rybami szklanymi, malutkimi, pomarańczowymi, rojącymi się tak ciasno, że zasłaniają widok na wszystko, co znajduje się za nimi.

Są ruchomą kurtyną. Przesuń rękę w ich stronę, a odsuną się w doskonałej harmonii, by ponownie połączyć się, gdy tylko Twoja ręka zniknie.

Są też pstra, niesamowicie efektowna w kolorze czerwonym, białym i czarnym z kolcami, jadowita płetwa-promienie. Uwielbiają miejsca, gdzie śmigła spoczywają na piasku.

Prawie zawsze można zobaczyć trzy lub cztery, czasami spoczywające bezpośrednio na łopatach śmigła. Kiedy zgłodnieją, przesuwają się nieco w górę, aby wziąć udział w bufecie złożonym z ryb szklanych w kokpicie.

0319 samolot nieustraszony
Douglas Dauntless częściowo zakopany w piasku.

W pobliżu Corsair jest więcej samolotów, ale większość z nich jest oddalona o dobre pięć minut lub dłużej. Prawie cały czas spędzony na dole spędziliśmy na Corsairze i naszym komputery mówią nam, że czas zacząć pływać płytiej. Płyniemy więc kawałek w górę piaszczystego zbocza w pobliżu rafy koralowej i widzimy dwa samoloty SBD Douglas Dauntless siedzące pionowo na piasku na wysokości około 18 m.

Jeden jest w większości zakopany, prawdopodobnie z powodu przemieszczania się piasku podczas silnej pogody. Jednak to jeden z samolotów tutaj na dole sprawia, że ​​wydaje mi się, że można po prostu strzepnąć piasek, odpalić go i wzbić się w powietrze – wracając w niebo bezpośrednio z dna laguny.

To miła myśl, ale kontynuujemy wspinaczkę, zatrzymując się na 5 m na trzyminutowy przystanek bezpieczeństwa. Nawet po upływie tego czasu bez pośpiechu udajemy się na powierzchnię i słońce.

0319 rower do transportu samolotu
Jak transportowałem swój sprzęt do nurkowania.

MŚCICIEL

PRZEZ OSTATNICH KILKA LAT, kilka serwisów informacyjnych błędnie poinformowało, że „odkryłem” Cmentarz Samolotów. Oczywiście nic takiego nie zrobiłem. Miejsce to jest dobrze znane mieszkańcom Kwaju od czasu zrzucenia samolotów w 1945 r., a nurkowie odwiedzali je co najmniej już w latach 1960. XX wieku.

To prawda, że ​​trudność w uzyskaniu dostępu do nurkowania na atolu Kwajalein wielu zniechęciła. Ale cmentarz nie jest tajemnicą.

Chociaż nigdy nie twierdziłem, że odkryłem Cmentarz Samolotów, jest tam jeden samolot, co do którego mógłbym mieć roszczenie o odkrycie. Być może nie byłem pierwszym, który to zobaczył – nie wiem – ale nie zostało to odnotowane na obszernej liście GPS prowadzonej przez Roi Dolphins Scuba Club.

Mój przyjaciel Dan i ja natknęliśmy się na to, kiedy nurkowaliśmy pomiędzy moimi zaplanowanymi rejsami promowymi. Mój harmonogram zmian narzucał sztywne ograniczenie tego, jak długo możemy być poza domem.

Było trochę bardziej wietrznie, niż byśmy sobie tego życzyli. Tak naprawdę mądrzejsza para prawdopodobnie nie nurkowałaby w tym rejonie w takich warunkach, ponieważ wiatr wzburzał wodę.

0319 samolotowy mściciel
Trochę ryb i koralowców wokół wyprostowanego Avengera.

Ponieważ teren cmentarza jest w większości piaszczysty, bezpieczne zakotwiczenie łodzi może być trudne, szczególnie w niepewne dni.

Dan i ja mieliśmy misję, aby zanurkować we wszystkich miejscach na cmentarzu znajdującym się na liście GPS, i tego dnia wybraliśmy miejsce, w którym żadne z nas nie było.

Prowadziłem łódź, zatrzymałem się na miejscu, a Dan rzucił kotwicę. Potem czekaliśmy. I czekał.

Obserwowaliśmy GPS, aby sprawdzić, czy nasza odległość od celu uległa zmianie, co wskazuje, że nie zaczepiliśmy kotwicy i jesteśmy ciągnięci przez wiatr. Większość samolotów leci bardzo blisko płytkiej rafy koralowej otaczającej lagunę. Gdyby łódź dryfowała, gdy nurkowie byli pod wodą, i osiadła na mieliźnie na rafie, byłoby to złe z wielu powodów.

W tym przypadku największym niebezpieczeństwem, jakie przyszło mi do głowy, było nie dotarcie na czas na prom.

Według GPS powoli oddalaliśmy się od celu, 30 m, 45 m… 60 m. GPS działał dalej.

Kazałem Danowi podnieść kotwicę i pojechałem z powrotem do znaku GPS. Znowu rzucił kotwicę i czekaliśmy.

I znowu GPS się poruszył. Czas tykał. Im więcej czasu spędzaliśmy na podłączaniu się, tym mniej czasu musieliśmy nurkować.

Nie chcąc ponownie podnosić kotwicy, czekaliśmy dalej. Około 120 m GPS się zatrzymał. Oboje na to spojrzeliśmy i popatrzyliśmy na siebie. Cóż, moglibyśmy przepłynąć 120 m, prawda? To nie było zbyt daleko.

Tak naprawdę było to dość daleko, zwłaszcza tam, gdzie mieliśmy nurkować, a więc w obszarze narażonym na silne prądy podczas zmian pływów – coś, czego nie sprawdziliśmy przed wypłynięciem.

Niecierpliwość jest jednak potężną siłą napędową. Sfrustrowani piaskiem, sfrustrowani wiatrem, byliśmy też sfrustrowani sobą nawzajem. Decyzja? Po prostu to zrób.

Wzięliśmy kompas wskazujący kierunek, w którym miał znajdować się samolot, 120 m za nami, i wskoczyliśmy. Może go znajdziemy. Może nie. Tak czy inaczej, w końcu nurkowaliśmy, a nurkowanie jest zawsze lepsze niż praca.

Będąc kapitanem łodzi – i podpisałem się pod rezerwacją tej wynajętej łodzi – poczułem lekkie ukłucie nerwów na myśl o pozostawieniu jej samej na wietrze. Ale te nurkowania trwały zwykle około 30 m, więc byliśmy pod wodą przez 18-20 minut w szczycie, zanim skończył się czas na dnie. Nie wydawało się, żeby w tym okresie zbyt wiele mogło pójść nie tak.

Generalnie temperatura powietrza na Kwaju utrzymuje się na stałym poziomie 29°C, jednak wiatr tego dnia sprawił, że było nieco chłodno, a woda (28°C) wydawała się cieplejsza od powietrza, gdy zaczynaliśmy schodzenie.

Zaczęliśmy przodem do siebie i choć musieliśmy zacząć płynąć na południowy wschód, przede wszystkim musieliśmy sprawdzić, czy kotwice są dobrze zamocowane na dnie.

Podążając za linami kotwicznymi, byliśmy na głębokości około 9 m, wciąż tuż pod łodzią, kiedy zobaczyłem cień. Samolot!

Ale najwyraźniej to nie był ten samolot, ten, którego szukaliśmy – chyba że posiadane współrzędne GPS były nieprawidłowe.

Tak czy inaczej, był to samolot, jakiego nigdy nie widzieliśmy. Szybko więc sprawdziliśmy kotwice, bezpiecznie je ustawiliśmy i udaliśmy się do samolotu.

To nurkowanie było jeszcze na dość wczesnym etapie moich przygód na cmentarzu, więc nie byłem jeszcze w stanie rozpoznać samolotu. Nie miałem pojęcia, na jaki typ samolotu patrzę, ale wiedziałem, że naprawdę podoba mi się jego wygląd, gdy siedzi wyprostowany na piasku na zboczu w dół od rafy.

0319 zepsuty samolot mściciela
Nos został odłamany i leżał w piasku przed samolotem.

Silnik został uszkodzony, umieszczony tuż przed kadłubem, choć w większości zakopany w piasku. Końce skrzydeł również zostały zakopane, ale widziałem, że skrzydła były częściowo złożone, więc musiał to być samolot na lotniskowcu.

Dookoła nie było nic poza białym piaskiem. Kokpit był tak gęsto wypełniony rybami szklanymi, że nie można było zobaczyć tablicy przyrządów bez ich przepędzenia. Z samolotu wyrosły koralowce biczowe, długie, cienkie i zielonkawe, wyglądające jak długie przyrządy do czyszczenia rur.

Były też liliowce, jedno z tych zwierząt morskich, które wyglądają jak rośliny – lub, w tym przypadku, jak prochowce z pierza, jak większość ludzi je nazywa. Ich pierzaste liście zwijają się w kulę i mogą być czarne, żółte lub w wielu innych kolorach oprócz zielonego.

Mauretańscy bożkowie w odważnych kolorach białym, czarnym i żółtym oraz skalary cesarskie, żywe w żółte poziome prążki na niebieskim tle, pływały po samolocie wraz z wieloma innymi, mniej efektownymi gatunkami ryb.

Kilka razy opłynęliśmy też ten samolot, a gdy zobaczyliśmy już wystarczająco dużo, zostało nam jeszcze trochę czasu na dnie.

Daliśmy więc sobie nawzajem sygnał, że powinniśmy popłynąć dalej w nadziei, że znajdziemy samolot, którego szukamy – a może coś innego. Używając kompasów, płynęliśmy w pierwotnie zamierzonym kierunku.

Po pewnym czasie, nie natrafiając na nic, a czas denny dobiegał końca, przyszedł czas na wypłynięcie na płytsze wody. Prąd również się wzmógł, oddalając nas od łodzi, więc zaczęliśmy kopać mocniej, aby wrócić do liny kotwicznej.

Dotarliśmy do linii, wynurzyliśmy się, zrobiliśmy trzyminutowy przystanek bezpieczeństwa i wróciliśmy na powierzchnię.

Na szczęście łódź nadal tam była. Trudno było powstrzymać naszą ekscytację – szczególnie po tym trudnym początku. Nadal nie byliśmy pewni, czy to, co widzieliśmy, to samolot, którego szukaliśmy, czy coś zupełnie innego. Tak czy inaczej, byliśmy szczęśliwi, że coś znaleźliśmy.

Powiedziałem Danowi, że powinniśmy oznaczyć GPS i żartobliwie zasugerowałem, żeby nazwać go „Samolotem Brandi”. Zaprotestował łagodnie, mówiąc, że na pewno musiał gdzieś być na liście i że chyba po prostu przenieśliśmy się w inne miejsce.

Ale w końcu niechętnie podał współrzędne i po doprowadzeniu łodzi do brzegu wszyscy się uśmiechnęliśmy.

Przepłynąłem promem, a potem pobiegłem z powrotem do swojego pokoju, aby pobrać zdjęcia. Jedno zamieściłem na Facebooku.

0319 samolot Brandi Avenger
Samolot, który widziała Brandi.

Minuty – i mam na myśli minuty – po moim opublikowaniu, niekwestionowany „Guru samolotów II wojny światowej” z Kwajalein zamieścił komentarz w odpowiedzi. Zidentyfikował ten samolot jako Grumman TBF Avenger, bombowiec torpedowy opracowany dla Marynarki Wojennej i Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych.

Podobnie jak inne ptaki bojowe na cmentarzu, Avenger był bohaterem II wojny światowej. Pierwszy lot odbył 2 sierpnia 7 r., a zadebiutował bojowo w bitwie o Midway (1941–4 czerwca 7 r.).

Pięć z sześciu, które latały podczas tej walki, zginęło. Ale Midway odwrócił losy wojny przeciwko Japonii na Pacyfiku, a Avenger stał się najważniejszym bombowcem torpedowym tej wojny.

Jeśli chodzi o mnie, Guru skomentował, że jedyny inny Graveyard Avenger, o którym wiedział, leżał do góry nogami w piasku. To naprawdę mnie podekscytowało i Dan i ja pytaliśmy każdego nurka na Roi, czy kiedykolwiek widział lub słyszał o wyprostowanym Avengerze. Nikt nie miał.

Czy to oznaczało, że Dan i ja byliśmy pierwszymi ludźmi, którzy w nim nurkowali? Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że ktoś kiedyś to widział, ale po prostu tego nie zaznaczył.

No to zaznaczyliśmy. Jeśli więc mogę sobie przypisać zasługę za znalezienie czegokolwiek, wezmę to za ten samolot.

TERAZ PRZECZYTAJ KSIĄŻKĘ…

Pod koniec drugiej wojny światowej, około 150 amerykańskich samolotów, wszyscy weterani wojny na Pacyfiku, zostało wrzuconych do laguny atolu Kwajalein na Wyspach Marshalla.

W Cmentarzu samolotów Brandi Mueller zanurkowała, aby uchwycić rzadkie zdjęcia tych zapomnianych samolotów, a wiele z nich wygląda tak, jakby w każdej chwili mogły wznieść się w powietrze i powrócić w rozdarte wojną niebo.

Te nawiedzone samoloty, inkrustowane koralowcami, są teraz domem dla różnorodnych form życia morskiego w tropikalnym Pacyfiku, w tym ryb i żółwi

i rekiny.

Mueller ujawnia szczątki Douglasa SBD Dauntless, Vought F4U Corsair, Curtiss SB2C Helldiver, Curtiss C-46 Commando, Grumman F4F Wildcats, Grumman TBF Avengers i

zdumiewających jedenastu średnich bombowców PBJ-1 Mitchell.

Mueller jest wielokrotnie nagradzanym podwodnym fotografem i niezależnym pisarzem. Nurkuje od 18 lat, a od 12 lat uczy, nurkując na całym świecie, ucząc i robiąc zdjęcia.

Jest także kapitanem marynarki handlowej USCG i przez ponad trzy lata pracowała jako kapitan na atolu Kwajalein, fotografując Cmentarz samolotów.

Książka zawiera 89 fotografii kolorowych i 83 monochromatycznych, w tym zdjęcia historyczne. Towarzyszy im tekst zawierający relację historyczną o samolocie napisaną przez historyka wojskowości Alana Axelroda.

Opublikowane przez Permuted Press. ISBN: 9781682617717. Twarda oprawa, 176 stron, 25 x 25 cm, 30 USD.

0319 pokrowiec na samolot2

Film przedstawiający nurka dotykającego rekina wielorybiego, co kończy się grzywną #scuba #news

BĄDŹMY W KONTAKCIE!

Otrzymuj cotygodniowe podsumowanie wszystkich wiadomości i artykułów Divernet Maska do nurkowania
Nie spamujemy! Przeczytaj nasze Polityka prywatności więcej informacji.
Zapisz się!
Powiadamiaj o
gość

0 Komentarze
Informacje zwrotne w linii
Wyświetl wszystkie komentarze

Skontaktuj się z nami!

0
Chciałbym, aby twoje myśli, proszę o komentarz.x