Łowcy czerwonych uchowców

archiwum – Łowcy słuchowców morskich Morskie życie

Te California freediverzy nieustannie niepokoją się atakami rekinów i warunkami na morzu, ale wartość ich zdobyczy może wywołać u nich obsesję. MARTIN PASHLEY donosi, fotografia autorstwa JAMESA CHEADLE’A

RANDY FRY POślizgnął się od burty łodzi do Pacyfiku w pobliżu Fort Bragg, California pewnego sierpniowego popołudnia w 2004 roku. To, co wydarzyło się później, prawdopodobnie przeszło mu przez myśl w którymś momencie mniej więcej trzydziestu lat nurkowania na tym nierównym, bezlitosnym wybrzeżu.
Polując na uchowca czerwonego, wytrzymałego stworzenia podobnego do ślimaka, które przyczepia się do skał blisko brzegu, 50-letni Fry znalazł się na szczycie „Czerwonego Trójkąta”, regionu, który stanowi prawie 40% wszystkich zgłoszonych rekinów ataki w USA.
Tysiące osób, które co roku nurkują swobodnie w poszukiwaniu słuchowca czerwonego, wiedzą, że w tych wodach żyją rekiny, ale mimo to ryzykują i nurkują na głębokość, na jaką pozwala im powietrze w płucach, mając nadzieję, że dzisiejszy dzień nie będzie dzień, w którym zostaną zabrani.
„To było jak łódź podwodna” – powiedział Cliff Zimmerman, kumpel Fry’a tego dnia, o wielkiej bieli, która wyciągnęła Fry’a, zmieniając kolor wody na czerwony niecałe dwie minuty po wejściu.
Zespół poszukiwawczy Straży Przybrzeżnej odnalazł tors Fry'a kilka dni później; jego głowę znalezioną przez plażowicza spacerującego z psem trzy tygodnie później.
Kiedy doszło do ataku, Zimmerman i Fry znajdowali się 30 m od brzegu i na głębokości mniejszej niż 5 m.
Zimmerman wrócił do tego samego ćwiczenia na mięśnie brzucha niecały miesiąc po tym, jak zobaczył śmierć swojego przyjaciela. Wszystko dla stworzenia, które, jeśli zostanie zauważone pełzające po ogrodzie za domem, właściciel może uderzyć łopatą.
Uchowiec czerwony (Haliotus rufescens), krewny ślimaka ogrodowego, występuje w Baja California, Meksyk aż do wybrzeża Pacyfiku do Oregonu. Dorosłe osobniki mogą osiągnąć średnicę 30 cm i wagę 6 kg, ale są to rzadkie osobniki, a większość zebranych lub „pobranych” mięśni brzucha mierzy 17–20 cm.
W XX wieku, od dawna będącym podstawowym źródłem pożywienia rdzennych Amerykanów, którzy kiedyś mieszkali na wybrzeżu Kalifornii, co roku przyjmowano miliony ton mięśni brzucha na wszystko, od taniego odżywiania chińskich imigrantów po upiększanie zewnętrznych restauracji nad morzem.
Nadszedł moment, gdy według ekspertów zajmujących się dziką fauną morską gatunek ten był bliski wyginięcia.
Wielu nurków wciąż kwestionuje tę deklarację nadchodzącego Armageddonu żołądkowo-podobnego („są ich tam miliony”, ktoś mi mówi), ale zapoczątkowała ona powolny, żmudny proces regulacji, w wyniku którego połów ślimaka morskiego został całkowicie zakazany z południa w Kalifornii i jest dozwolony jedynie od odcinka wybrzeża na północ od Zatoki San Francisco do granicy z Oregonem.
Limit spadł z wszystkiego, co można było unieść, do obecnego poziomu – 18 sztuk rocznie, wszystkie oznakowane i później zarejestrowane, a każdego dnia można zabrać tylko trzy.
18 można łowić tylko w okresie od kwietnia do września oraz w sierpniu, aby mięczak miał czas na przepaszenie lędźwi i rozmnażanie się.
To tylko górna część – gdy już znajdziesz się pod wodą, zaczyna obowiązywać więcej zasad. Dotyczy tylko nurkowania swobodnego, a żelazo uchowca, długie, cienkie narzędzie przypominające dłuto używane do odrywania ślimaka od skały, nie może być dłuższe niż 91 cm i mieć nie cieńszą krawędź niż 2 cm.
Co najważniejsze, nie można zabrać żadnego brzucha o średnicy muszli mniejszej niż 18 cm, co powszechnie uważa się za oznakę dojrzałości, a od nurków wymagane jest noszenie miarki, aby mieć pewność, że nie będą one mniejsze.
To, czego ten system bizantyjski, który kosztuje nurka średnio ponad 50 dolarów z tytułu opłat licencyjnych, nie spowodowało usunięcia czystej radości, jaką czerpią nurkowie z jedzenia mięczaka zjadającego wodorosty.

W KAŻDYM SEZONIE TYSIĄCE nurków przybywa do małych miasteczek na północnym wybrzeżu, zapełniając hotele i bary i przynosząc turystom miliony dolarów.
„Nigdy nie przestajesz myśleć o rekinach” – mówi Eric Anderson, który z prawie 50-letnim doświadczeniem jest jednym z czołowych nurków uchowców na świecie.
Białowłosy były komputer programista, obecnie ponad 70-letni, oprowadza mnie po muzeum, które zbudował w piwnicy swojego domu w Gualala w Kalifornii, poświęconego pościgom.
Prowadził także długą historię ataków rekinów w okolicy, chociaż sam nigdy nie został zaatakowany.
Kiedy podziwiam muszle brzucha wielkości talerza obiadowego, które zdobią ściany, mówi mi, że śmierć następuje, „ponieważ dla rekina pływający w morzu nurek wygląda jak foka i szumi, dochodzą od spodu i tyle.
„Ludzie myślą, że oszaleliśmy, gdy wchodzimy do wody, ale tak właśnie działa na nas wybieranie mięśni brzucha – popadamy w obsesję”.
Eric jest znany w społeczności miłośników mięśni brzucha jako nurek „trofeum”, czyli taki, który nie podejmie się ćwiczenia mięśni brzucha, jeśli jego skorupa ma mniej niż 23 cm.
Największy, jaki kiedykolwiek złowił, miał 28 cm, a największy, jaki kiedykolwiek złowiono, był nieco większy i miał 31 cm.
Eric w sezonie nurkuje prawie codziennie i przyznaje, że to obsesja, i zgodził się zabrać nas dziś rano. „Jednak morze może być dziś wzburzone, a pogoda będzie się zmieniać, więc możemy nie mieć szansy” – ostrzega nas.
Jadąc autostradą nr 1, po odebraniu kumpla Erica, Gary'ego, wyjaśnia, że ​​sekretem zdobycia trofeów na mięśnie brzucha jest wiedza, gdzie szukać. Mówi, że każdy dobry nurek będzie miał miejsca, o których będzie wiedział tylko on i jego kumpel. Może to być jaskinia lub skalista wychodnia, którą można zobaczyć tylko o określonych porach dnia, lub miejsce, w którym rosną gęste wodorosty („abs kochają wodorosty”).
„Znam facetów, którzy wsiadają na kajaki i płyną kilometrami w stronę wybrzeża. Nigdy ci nie powiedzą, gdzie byli. Eric uśmiecha się: „Nigdy”.
Kiedy mijamy inne samochody załadowane sprzętem do nurkowania, staje się jasne, że większość nurków to osoby po 50. roku życia i starsze. Gualala jest po części miastem turystycznym, po części społecznością emerytów, więc można się było tego spodziewać, ale pytam Erica, czy jego staż pracy dał się we znaki przez te lata.
„Nie mogę odpoczywać tak długo, jak kiedyś, ale nadal jestem w całkiem dobrej formie” – mówi. Gary, emerytowany wykonawca robót budowlanych tak uzależniony od tenisa stołowego, że odbywa długie rejsy po oceanie, aby zmierzyć się ze swoimi umiejętnościami ze współpasażerami, jest bardziej dosadny: „Mam 77 lat i nadal się pieprzę, więc chyba jestem całkiem pasuje.
„I musisz tak być, pomyśl o tym – schodzimy prosto w dół z całym tym ciężarem, a kiedy już tam dotrzemy, będziemy musieli znaleźć uchowca.
„Powiedziałbym, że jesteśmy w 5% najlepszych nurków. Eryk na pewno tak. Któregoś dnia będzie musiał zwolnić, ale jeszcze nie teraz.

ZATRZYMUJEMY SIĘ NA PARKING nad zatoką, a Eric skanuje horyzont w poszukiwaniu innych nurków. Szybko stało się jasne, że jest niezwykle gorący w temacie kłusownictwa.
Ponieważ ich liczba jest tak ściśle regulowana, abs może kosztować 100–150 dolarów za sztukę w restauracjach w USA i na Dalekim Wschodzie. Popyt, szczególnie w społeczności azjatyckiej, jest częściowo napędzany przekonaniem, że gonada, czyli „ wnętrzności ” ślimaka, jest silnym afrodyzjakiem dla kobiet, a bogate w Abu Północne Wybrzeże znajduje się w stosunkowo niewielkiej odległości od miast Zatoki W okolicy powstał lukratywny czarny rynek.
Nie może być dla smaku, bo nawet po dłuższym uderzeniu młotkiem w celu zmiękczenia, nie może pozbyć się gumowatej konsystencji.
„Kłusownicy widzą banknoty 100-dolarowe leżące na dnie oceanu” – mówi mi Eric, gdy wozimy po plaży przerobiony wózek dziecięcy wypełniony sprzętem do nurkowania.
„Przyjeżdżają tu z Bay Area i myślą, że to łatwy łup. Jeśli uda ci się zrobić 10 mięśni brzucha, co nie jest takie trudne, to będzie to tysiąc dolarów.
Nie ma twardych liczb na temat ilości nielegalnie złowionych uchowców, ale Fish & Game szacuje, że stanowi to ponad 100% rocznego legalnego połowu wynoszącego około 250,000 25, co oznacza, że ​​czarny rynek jest wart co najmniej XNUMX milionów dolarów rocznie.
Zakładanie jego kombinezon, Eric wskazuje kciukiem przez ramię w stronę klifów za nami i mówi mi, że funkcjonariusze z Fish & Game regularnie chowają się w zaroślach z lornetkami, aby wypatrywać porannych nurków. Brzmi to trochę absurdalnie, że ktoś czai się w krzakach i obserwuje, jak Eric, Gary i ja obserwujemy foki, ale w przeszłości członkowie wydziału operacji specjalnych zakładali fałszywe firmy produkujące owoce morza, aby zwabić kłusowników, i przymocowali teleskopy do łodzi, aby szpiegować linię brzegową z dalekiego morza.
Zatem kilka godzin turlania się po jeżynach prawdopodobnie oznacza dla nich spokój.
„Dzisiaj nie umrę na syndrom Sacramento” – mówi Eric, zauważając kolejną falę uderzającą w zatokę. Przyglądaliśmy się wodzie przez prawie pół godziny i Eric uznał, że jest zbyt wzburzona. Nie chce wpaść w pułapkę, w którą wpada kilku pechowych lub głupich (w zależności od punktu widzenia) nurków.
Sześć lub siedem ofiar śmiertelnych w sezonie przypisuje się głównie weekendowiczom z San Francisco lub Sacramento, którzy po czterech lub pięciu godzinach jazdy, aby tam dotrzeć i zapłacić za pokoje hotelowe, ignorują warunki, brodzą i zmywają zwłoki. „Dam się w to złapać i skończę z nokautem w wodzie” – mówi Eric. Dzwoni i wracamy do samochodu.

NASTĘPNEGO RANKA BIEGAMY do Jacka Linkinsa i jego przyjaciół Kena i Pata na odosobnionej plaży, przygotowujących się do wypłynięcia kajakami na nurkowanie.
Jack, siwy emerytowany dyrektor sprzedaży, nurkuje od najmłodszych lat i jest – choć zarówno on, jak i Eric zaprzeczaliby temu, aż zsiniały im twarze (a ci goście mogą wstrzymać oddech) – rywalem mężczyzny w nurkowaniu trofeowym z muzeum. „Jeśli widzę coś mniejszego niż 10 cali, zostawiam to” – mówi. „To nie jest warte mojego czasu”.
Dziś Jack zabiera Chrisa Ostroma, byłego mistrza pływania ze szkoły średniej, aby nauczył go lin. Chris, po sześćdziesiątce, jest zdenerwowany, bo aż za dobrze zdaje sobie sprawę z pułapek związanych z nurkowaniem. Jako dziecko on i jego brat wybierali się na zbieranie, gdy porwała ich ogromna fala i wyrzuciła na plażę. „Musieliśmy być 60 stóp nad ziemią. Najstraszniejszy moment w moim życiu” – mówi. – Od tego czasu nigdy tego nie robiłem.
Dziś warunki są idealne, spokojne morze szumi w tę i z powrotem niczym delikatnie wzburzona woda w wannie pod ciepłym błękitnym niebem. W pobliżu horyzontu sporadyczne rozpryski wody oznaczają przepływ wieloryba szarego migrującego na północ.
Foki wynurzają głowy nad wodę, aby obserwować, jak Jack i kajaki wypływają i zatrzymują się około 90 m od brzegu, obok małej grupy skał wynurzających się z oceanu.
Jack nurkuje, aby dać innym wskazówki do naśladowania. Nieprzytomny przez coś, co wydaje się wiekiem, po czym wynurza się w wrzącej wodzie i zaprasza innych do środka.
Chris idzie pierwszy i szybko wstaje z pustymi rękami. Jack instruuje go, aby zrobił duży wydech, zanim weźmie wdech nurkowy. Robi to i po około 30 sekundach znajduje się pod wodą.
Nurkujemy dzisiaj płytko i chociaż 30 sekund może wydawać się krótkie, pod spodem kryje się wieczność wypalająca płuca.
Trafiliśmy na paydirt. „Tam na dole jest kanion, jest ich pełno. Wyściełają każdą stronę. Chris jest wyraźnie podekscytowany, przygotowując się do kolejnego nurkowania, po czym ześlizguje się z żelazkiem i miernikiem zwisającym z boku.
Tym razem jest nieco dłużej pod wodą, a kiedy się pojawia, to z mięśniem brzucha.
Ma około 17 cm długości i porusza się powoli, jakby w daremnej próbie znalezienia kolejnego kamienia, do którego mógłby się przyczepić.
Chris jest niemal zachwycony, ale dzięki temu wewnętrznemu spokojowi, który daje pragnienie czegoś, praca nad tym, a następnie wykonanie trudnego zadania.
Jacek patrzy. Tam na dole nie ma 10-tek, ale będą inne dni, inne zatoczki i pola wodorostów, gdzie czekają trofea.

ERIC DZWONI PÓŹNIEJ tego popołudnia, zapraszając nas do swojego domu na „kilka drinków”. Mówi, że następnego dnia zabierze nas na kolejne nurkowanie – mam wrażenie, że może być na nas trochę wkurzony, że wyszliśmy z Jackiem.
Kilka godzin i mnóstwo wódek później wszystko to jest za oknem, a Eric zwrócił się ku poezji.
Przytacza jedną, którą napisał o swojej więzi z nurkowaniem, więzi, którą łączy ze wszystkimi, którzy nurkują na tym wybrzeżu i wracają dzień po dniu pomimo niebezpieczeństw i zaostrzających się przepisów – a wszystko po to, by w swoje ręce złapać ślimaka morskiego:

Kiedy skończę i będę w grobie
Nie będę więcej pragnął
Na moim nagrobku będzie widać
Oto korpus maszyny do nurkowania
Na drugiej stronie będzie napisane
Dużo słonej wody przeszło przez gardło tego nurka
Na moim pogrzebie kaznodzieja powie
Gdyby nie północne wybrzeże, żyłby dzisiaj
Kiedy obok przechodzą moi przyjaciele i rodzina,
Zatrzymają się, popatrzą i zastanowią się, dlaczego
W głębi duszy myślę, że wiem
Ponieważ znalazłem ulubioną norę Boga dla słuchowców.

– Mam tylko nadzieję, że to nie rekin.
Śmieje się i idzie do kuchni, żeby uzupełnić zapasy.

Pojawił się w DIVER listopad 2016

Film przedstawiający nurka dotykającego rekina wielorybiego, co kończy się grzywną #scuba #news

BĄDŹMY W KONTAKCIE!

Otrzymuj cotygodniowe podsumowanie wszystkich wiadomości i artykułów Divernet Maska do nurkowania
Nie spamujemy! Przeczytaj nasze Polityka prywatności więcej informacji.
Zapisz się!
Powiadamiaj o
gość

0 Komentarze
Informacje zwrotne w linii
Wyświetl wszystkie komentarze

Skontaktuj się z nami!

0
Chciałbym, aby twoje myśli, proszę o komentarz.x