Egipt łatwy

archiwum – Morze CzerwoneEgipt na łatwo

Entuzjasta łodzi na żywo na Morzu Czerwonym RICHARD ASPINALL choć raz zostaje na lądzie i odkrywa, że ​​cieszy się tym, co najlepsze z obu światów

EL QUSEIR NIE JEST WŁĄCZONY tyle radarów nurków. Dla mnie, przyznaję, było to po prostu miasteczko, przez które przejechałem długą drogę z północy, tę, która ostatecznie prowadzi do Sudanu i łączy z lotniskami w Hurghadzie i Marsa Alam oraz mariną w Port Galib.
Kilka tysięcy lat temu El Quseir był głównym portem, który pomagał sprowadzać egzotyczne towary ze Wschodu do Cesarstwa Rzymskiego. Czas, przypływy i wstrząsy geologiczne spowodowały cofnięcie się morza i obszar ten zamienił się obecnie w pustynię.
Przyjrzyj się uważnie, a nadal będziesz mógł zobaczyć muszle i stare koralowce zmieszane z odrobiną rzymskiej archeologii.
Dziś El Quseir jest ruchliwym miejscem, ale w mniejszym stopniu zależnym od dochodów z turystyki niż inne miasta, takie jak Szarm el-Szejk i Hurghada. Dla nurka nie jest to złe, ponieważ kilka hoteli i centrów nurkowych ma dostęp do doskonałych miejsc do nurkowania z brzegu i raf domowych, które są bardzo na uboczu i, moim zdaniem, znacznie przewyższają te na bardziej ruchliwej północy.
Zatrzymałem się w Mövenpick Resort, luksusowym obiekcie zbudowanym wokół zatoki El Quadim, nieco na północ od miasta. Ośrodki wypoczynkowe w Mövenpick cieszą się reputacją oferującą doskonałe jedzenie. Uważam, że jest to w pełni zasłużona reputacja.
Kiedy w radosnym bałaganie skończyłem rozrzucać sprzęt do nurkowania i aparat fotograficzny po całym pokoju, poszedłem szukać centrum nurkowego prowadzonego przez niemiecką firmę Extra Divers.
„Zostaliśmy uznani za drugą najlepszą rafę domową na świecie” – powiedział mi menadżer Marc Hügi.
“It was a German magazyn – they loved our reef. You’ll love it too!”
Marc to przyjacielski Szwajcar, który między mną a zespołem divemasterów pomagał wmurować w podłogę marmurową tablicę w stylu Hollywood Boulevard z gwiazdą, dla gościa, który wykonał 555 nurkowań.
„Druga najlepsza rafa domowa na świecie – to z pewnością brzmi intrygująco” – pomyślałam, wędrując plażą od centrum w stronę hotelu i wspaniałej kolacji w formie bufetu.
Zastanawiałem się też, jak nie ulec stereotypowi, że wszystko, co prowadzą Szwajcarzy, jest dobrze zorganizowane. Rzecz w tym, że… tak po prostu było, a ja uległem.
Wszyscy mieliśmy numerki, szafki, przypisany zestaw z przywieszkami, wszystko miało swoje miejsce i wszystko miało sens. Takie, jakie powinno być każde centrum nurkowe, pomyślałem, i ze światowej klasy rafą domową.
Od ponad dekady jestem fanem liveaboardów z ich och, jakże wczesnymi porankami. Dlatego rozkoszowanie się leniwym śniadaniem i pierwszym nurkowaniem po dziewiątej rano wydawało się bardzo dekadenckie.
Ranek wstał pogodny i wiał rześki wietrzyk od morza, ale plaża i zatoka były dobrze osłonięte, a kiedy z Markiem rozmawialiśmy i zbieraliśmy sprzęt, zauważyłem kilka ogłoszeń o oferowanych wycieczkach i wycieczkach.
Rzuciło mi się w oczy słowo „Elphinstone”, a wyjazd odbył się kilka dni później. Byłem już szczęśliwym nurkiem – nurkowałem tam już wcześniej, ale nurkowanie tam ponownie byłoby bonusem.
Zanieśliśmy nasz zestaw na wyznaczone molo ośrodka, zebraliśmy ołów i butle, po czym wskoczyliśmy gigantycznym krokiem do ciepłej wody. Szybki znak OK i zeskoczyliśmy w kierunku płytkiego, piaszczystego dna, po czym powoli udaliśmy się na południową stronę zatoki, aby jak najlepiej wykorzystać poranne światło.
Marc pokazał mi mapę rafy, ale niewiele z niej pamiętałem. Była to mieszanina bomb koralowych, jaskiń i kanałów – niesamowita do zwiedzania i poznawania, ale ponieważ dostosowywałem się do wypożyczonego zestawu i bawiłem się aparatem, cieszyłem się, że mam przewodnika.
Podążaliśmy krawędzią porośniętej koralowcami ściany i udaliśmy się do labiryntu przepławek pełnych różowych wiewiórek ukrywających się w cieniu.
Duża murena przepłynęła obok, zanim wypłynęliśmy na otwartą przestrzeń ze wspaniałymi, dziewiczymi głowami koralowców, chronionymi przed zimowymi sztormami i płetwy.
Wróciliśmy do otwartego systemu jaskiń, wokół nas spływało „światło katedry”. Ciężko pracowałem, żeby nie wzbić mułu i próbowałem upozować Marca do zdjęcia sylwetki, gdy obok przepłynęła ławica chirurgów (prawdopodobnie tak samo zagubionych jak ja) i udało mi się wycisnąć kilka zdjęć tych ryb, co zwykle zazwyczaj trzymają się w parach, a nie w grupach liczących 100 osób.

SZCZĘŚCIE, MARC WIEDZIAŁ dokąd jechał i po 50 minutach byliśmy z powrotem na molo z rozsądną ilością paliwa. To było imponujące – bardzo interesuje mnie różnorodność koralowców i życie morskie, a ta rafa była najwyraźniej dobrze chroniona.
Następne kilka dni spędziłem na delektowaniu się dobrym jedzeniem, niewygodnej przejażdżce na wielbłądzie – trzeba to zrobić przynajmniej raz [nie – Ed], włóczeniu się po stanowisku archeologicznym Myos Hormos i oczywiście odrobinie czasu na czytaniu na plaży pomiędzy spokojnymi nurkowaniami.
Niektóre z nich ponownie znajdowały się na rafie domowej, a inne w pobliskich miejscach na górze lub na wybrzeżu, co wymagało kilkuminutowej podróży minibusem.
Jedno wspaniałe nurkowanie, które na długo zapamiętam, miało miejsce w miejscu zwanym Zerib Kebir. Była to kolejna osłonięta zatoka, do której można było dotrzeć z piaszczystego zbocza, które odsłaniało tętniącą życiem, kolorową i niemal chaotyczną rafę, pełną przepławek, szczytów i bomb pokrytych dużym stołem i delikatnymi koralowcami z ptasich gniazd, każdy pełen małych krabów, Boże Narodzenie- robaki drzewne i wielokolorowe małże. To były naprawdę piękne rafy, a co więcej, następnego dnia jechałem do Elphinstone.
Wyprawa ta wymagała nieco wcześniejszego śniadania niż zwykle i krótkiej przejażdżki do Port Ghalib w celu odebrania łodzi dziennej, a następnie dotarcie do rafy Elphinstone zajęło dwie i pół godziny.
To może wydawać się długie, ale byłoby warte wysiłku.
Zeskoczyliśmy z łodzi i udaliśmy się nad płaskowyż w poszukiwaniu rekinów. Woda była trochę mętna, a każdy odległy cień był potencjalnym młotem lub białopłetwą, ale podczas tego nurkowania tak nie było, więc wróciliśmy do ścian, aby cieszyć się kolorami miękkich koralowców i pomarańczowych anthias w ich tysiące.
To światowej klasy nurkowanie na rafie. Mój przewodnik Amor chętnie pozował do zdjęć, a po powrocie na łódź rozmawialiśmy o tym, jak choć pogorszenie koniunktury gospodarczej utrudniło wszystkim życie, brak nurków na rafach i wrakach był korzystny.
Następne nurkowanie miało miejsce na drugim końcu rafy, tam, gdzie zacumowała łódź dzienna, a gdy wskoczyliśmy do wody i zorientowaliśmy się w nurcie, rozległ się sygnał ostrzegawczy dla rekina.
Białopłetwy oceaniczny przecinał wodę z ławicą pilotów w fali dziobowej.
Przychodził tam i z powrotem, sprawdzając nas wszystkich. Następnie Amor zasygnalizował „dwa rekiny” i rzeczywiście było ich dwa, a każdy z nich był łatwy do zidentyfikowania dzięki unikalnym uszkodzeniom grzbietu.
Na głębokości około 10 m jedna ryba podpłynęła prosto na mnie i udało mi się zrobić takie zdjęcie, jakie chciałem, zanim podpłynęła na odległość kilku cali i delikatnie uderzyła w mój aparat. „Ładna, gryząca ryba. Niezła, duża, kąsająca ryba” – wymamrotałem do siebie przez mój reg, śmiejąc się jak idiota.

Z POWROTEM NA ŁODZI, wszyscy promienieli od ucha do ucha. Z radością widziałem twarze niektórych niedawno zakwalifikowanych młodszych nurków, którzy właśnie cieszyli się najlepszym nurkowaniem w swoim życiu.
Spędzanie 45 minut z dwoma oceanicznymi białopłetwami było nie lada wyzwaniem, ale chciałem zobaczyć jak najwięcej, więc uzbrojony w obiektyw makro i nową kartę pamięci zabrałem się za fotografowanie mniejszego życia na rafa.
Kocham makro fotografia and fish portraits in particular, but I’m always mindful that getting up close on a reef can risk damaging fragile corals. So I headed out around the edges of the bay to look at the bommies that emerged from the bright white sand.
Przynajmniej tutaj mogłem strzelać i odpoczywając na piasku, nie spieszyć się i oddać takie strzały, jakie chciałem, nie uszkadzając niczego. A przynajmniej tak myślałem, dopóki mój cierpliwy kumpel (biedny chłopak musiał patrzeć, jak przez godzinę wpatrywałem się w koralowiec), nie zaczął wskazywać na piasek, ale na nic.
Potem „nic” się poruszyło i wpatrywałem się w parę ćm morskich, ryb wyglądających na pół smoka, na pół zgniecioną żabę.
Byłem w raju dla ryb-nerdów i przysiągłem, że odtąd będę bardziej uważał na pozornie pusty piasek.
Bomby nie zawiodły i wkrótce łowiłem błazenki, jaskrawe łanie koralowe czerwone i niezwykle urocze irygdy. Mógłbym tam zostać cały dzień.
Gdy tydzień zaczął się ku końcowi, pomyślałem, że w każdym z nas, nurków, kryje się chęć zrobienia jak największej liczby nurkowań podczas wyprawy. A jednak tutaj byłem, zwykle bardzo chętny do przebywania w wodzie, ciesząc się zaledwie dwoma nurkowaniami dziennie i rozkoszując się tym.
Jest coś fascynującego w luksusie wybierania najlepszych nurkowań i relaksu pomiędzy nimi.
This was also the case for several of the other guests I met – mostly Swiss and German folks who were there with their partners or families and indulging in a few dives, while still feeling they could enjoy a family wakacje.

JESZCZE MUSIAŁAM udało mi się odbyć nocne nurkowanie, a po safari 4×4 zarezerwowanym na dzień dekompresyjny ponownie zamontowałem obiektyw makro i zszedłem z molo gigantycznym krokiem tuż po zachodzie słońca.
Uwielbiam nocne nurkowanie, a to było dla mnie rozkoszą, ze śpiącą papugorybą, koralowcami pucharowymi, mureną żółtogłową i całym stadem stworzeń pozujących dla mnie.
Jednak w zasięgu wzroku nie było ślimaka nagoskrzelnego, nawet pomarańczowych i czarnych pasków ślimaka od piżamy, więc odjęto tam kilka punktów.
Dzięki łatwej odprawie „Trzymaj rafę po prawej stronie” relaksujące było pływanie z moim kumplem, eksplorowanie krawędzi rafy i zaglądanie do głów koralowców, aby być świadkiem nocnej zmiany.
El Quseir i kurort Mövenpick podobały mi się znacznie bardziej, niż się spodziewałem.
Gdybym był na łodzi przez tydzień, czułbym się oszukany, mając tylko 10 nurkowań, ale czasami liczy się jakość, a nie ilość.
Każde nurkowanie było wspaniałe, żadne nie było pośpieszne, a w międzyczasie mogłem cieszyć się odrobiną luksusu (i, jeśli mam być szczery, trochę za dużo jedzenia) i kilkoma popołudniowymi drzemkami.
Może to banał, ale wydawało się, że to, co najlepsze z obu światów – i nigdy nie było lepszego czasu na wizytę.

Ukazał się w DIVER we wrześniu 2016

Film przedstawiający nurka dotykającego rekina wielorybiego, co kończy się grzywną #scuba #news

BĄDŹMY W KONTAKCIE!

Otrzymuj cotygodniowe podsumowanie wszystkich wiadomości i artykułów Divernet Maska do nurkowania
Nie spamujemy! Przeczytaj nasze Polityka prywatności więcej informacji.
Zapisz się!
Powiadamiaj o
gość

0 Komentarze
Informacje zwrotne w linii
Wyświetl wszystkie komentarze

Skontaktuj się z nami!

0
Chciałbym, aby twoje myśli, proszę o komentarz.x